Jednakże Piramida zróżnicowania społecznoekonomicznego wyjawia, że ok. 70% pracujących wraz ze swoimi rodzinami żyje na pograniczu minimum egzystencji (ME). A skoro udział płac w PKB relatywnie maleje – od 1995 r. do 2014 r. zmalał o 11%, a jest to najsilniejszy spadek w UE, gorzej leży tylko Rumunia – to mobilność na tej Piramidzie jest usztywniona. Ideologiczna podpora kapitalistycznego systemu zwana klasą średnią rodzi się w bólach.

Szeleszczący mętny celofan, którym orędownicy polskiego kapitalizmu przykrywają rzeczywistość ukrywa, że rozwarstwienie społecznoekonomiczne odpowiada podziałowi klasowemu w Polsce. Czysty mętlik w głowie, bo establishment polityczny, media i akademia systemowi służące uczą, że istnieje tylko tzw. “klasa średnia”. O innych nie słychać. Narracja burżuazyjnej filozofii politycznej o ustroju politycznym stała się tak nośna, że nawet lewice walczą o społeczeństwo „klasy średniej”. Czy to już zniewolenie czy jeszcze oszustwo?

Burżuazyjne kryterium przynależności i definiujące „klasę średnią” to wysokość dochodów, które mają umożliwić grupie je osiągającej wyróżniający status społeczny. Poziom życia odpowiadający humanistycznemu minimum społecznemu (MS) staje się przywilejem klasowym. “Klasa średnia” jest przedstawiona jako grupa społeczna sukcesu, indywidualnego sukcesu. Jej byt to lewitująca poza strukturą społeczną bańka mydlana. Logika  jednak podpowiada rozumnemu człowiekowi, że powyżej takiej bliżej niesprecyzowanej wysokości dochodowej średniaków muszą być bogaci a poniżej biedni. Jasne. W Polsce bogaci to wykluczająca grupka ok. 800 tys. osób, 1.8% ludności kraju. Na świecie ludzie reasumują tę rzeczywistość denuncjując, iż 1% ludności posiada 99% bogactwa. Co to za klasy? To tabu.

Ludzie za żadną cenę nie mogą sobie uświadomić, że kapitalizm doprowadza społeczeństwo do klasowego strukturyzowania. Albowiem świadomość klasowa to pierwszy krok do zrozumienia własnego położenia społecznoekonomicznego i nabierania świadomości klasy w samym sobie. To stadium uświadomienia, które doprowadzi myślącego człowieka do utożsamiania się z interesami własnej klasy. Klasy dla siebie. Grupa społeczna o mniemanym statusie klasy średniej przyswaja te dwa stany świadomości, lecz nie stanowi odrębnej klasy. To społeczna grupa interesów pozostająca w stosunku podporządkowania klasie burżuazyjnej.

Wychowanie systemu uczy Ciebie, byś walczył całe życie, aby wspinać się do poziomu tzw. klasy średniej. To zaproszenie do walki szczurów o lepszą pracę i lepszą płacę aż staniesz się szczęśliwym członkiem/nią tej grupy społecznej. Od tego momentu będziesz bronił/a swój status pazurami z oczyma przybitymi w wyżej stojącej  klasie. Tak się rodzi reakcyjny charakter tzw. klasy średniej. Nakarmisz sobie ambicję wydostania się szczebel wyżej, tam gdzie nabierzesz statusu burżuazji: drobnej – średniej – wielkiej. I panicznie będziesz się bał/a spaść szczeble niżej, tam gdzie biedni wiecznie pracujący i nędznicy.

Jednakże podział klasowy wywodzi się nie ze zwodniczej propagandy burżuazyjnej wypatrującej go w wysokości dochodów, lecz z jakościowego wymiaru społecznych stosunków pracy. Innymi słowy, z rodzaju źródeł dochodów, które z kolei określają pewne przedziały społecznoekonomiczne (vide zdjęcie). 

Nasza epoka, epoka burżuazji, wyróżnia się tym, ze uprościła historyczne przeciwieństwa klasowe. Całe społeczeństwo rozszczepia się coraz bardziej i bardziej na dwa wielkie wrogie obozy, na dwie wielkie, wręcz przeciwstawne sobie klasy: burżuazję i proletariat – dowodzi Marks w przenikliwej analizie społeczeństwa kapitalistycznego w świetle materializmu historycznego.

Na topie polskiej Piramidy siedzi sobie z reguły burżuazja (drobna, średnia, wyższa). To klasa, których członków zdołali rożnymi sposobami wejść w prywatne posiadanie kapitału. Poniżej leży proletariat. To klasa, których członkowie nie zdołają wejść w posiadanie kapitału, bowiem to nie system powszechnej własności kapitału. To system własności, której niezbędnym warunkiem jest brak własności dla olbrzymiej większości społeczeństwa. System własności demokracji burżuazyjnej stojącej za klasowym społeczeństwem. Ta klasa więc przeważnie wynajmuje swoją siłę roboczą na kapitalistycznym rynku pracy w obsłudze posiadaczy kapitału .

W kategorii klasowej – wynikającej z położenia względem kapitału i pracy – „klasa średnia” to grupa społeczna o drobnomieszczańskim duchu. Pozostaje ona jednak częścią proletariatu jako przeważnie najemną siłą roboczą kapitału. Wyróżnik “klasy średniej” służy podbudowaniu fałszywej świadomości tej grupy społecznej. Albowiem jeszcze niżej leżą gorzej opłacani pracownicy najemni, czyli bardziej wyzyskiwana przez burżuazję niż tzw. klasa średnia rzesza pracowników Na dnie Piramidy leży mieszanka zubożałych proletariuszy i całkowitych wykluczonych. Sama myśl o tym, gdzie Ty się znajdujesz jest niepokojąca.

Pierwszy twój obronny odruch to myśl, że przedstawiam mantrę niemającą oparcie w rzeczywistości, w której żyjesz. Myślisz tak, pomimo że jako najemnik na usłudze posiadaczy kapitału wiesz, że nigdy się nie dorobisz tak, jak byś pragnął nawet, gdy czasem trochę lepiej zarabiasz, by dowartościować się jako członek “klasy średniej”. Jednakże patrzysz w lustro każdy poranek i widzisz tego samego wykluczonego lub biednego wiecznie pracującego człowieka z rodziną na karku lub zastanawiającym się czy aby pop-kulturowy model “singlów” to nie lepszy sposób na życie. Jeżeli oboje w rodzinie pracujecie to strach na samą myśl o możliwości utraty pracy jednego z was. Albowiem żyjesz w rzeczywistości prywatnej gospodarki wolnorynkowej opłacany iluzją i kwitkiem za 1/3 tego, co wypracowujesz. Z jakiej to racji? Z takiej, iż Produkt Narodowy jest własnością kapitalistów konstytucyjnie ustanowioną w ustroju gospodarczym. Produkt Narodowy nie należy do wszystkich, jak odwrotnie wciskają Ci wierzący w świątynię kapitalizmu.

Gdyby wszyscy proletariusze niższego szczebla dostaliby się do poziomu proletariuszy ze średniego szczebla zrobiłoby się ciasno. Grupa społeczna o mniemaniu klasy średniej będzie więc walczyła z tymi z dołu, aby zwiększyć swoje szanse dostania się do tych z góry. Walka klas urzeczywistnia się na poziomie interklasowym, jak i wewnątrz danej klasy. Społeczeństwo kapitalistyczne żyje w permanentnej i brutalnej walce konkurencyjnej. 

Tzw. klasa średnia jest odpowiednio przewałkowana niczym mąka ziemniaczana przez kulturowy burżuazyjny styl życia. To wykształci u niej mieszane uczucie niższości i wyższości. Niższości wobec bogatych i wyższości wobec biednych. Taki stan mentalno-kulturowo-społecznej alienacji powoduje, iż ‘klasa średnia” staje się naturalnym sojusznikiem burżuazji w walce o zachowanie status quo społeczeństwa klasowego.

Rewolucje burżuazyjne bywały postępowe z racji walki nowej klasy o uwolnienie się od reżimów politycznych, które ograniczały jej rozwój. Walka toczyła się o wschodzący czy konsolidujący się bardziej zyskowny dla właścicieli kapitału sposób produkcji i podziału. „Klasa średnia” była i jest w tej walce naturalnym sojusznikiem burżuazji. Tym samym „klasa średnia” pozostawała i pozostaje wrogiem rewolucji demokratycznej. To jest wrogiem równości jako wyrazu społeczeństwa bezklasowego. Bezklasowość społeczeństwa oznacza bowiem równość wobec kapitału i pracy. Na to burżuazja i jej sojusznik pod-klasa-średnia nie mogą sobie pozwolić

Przełożenie polityczne tej rzeczywistości społecznoekonomicznej i jej ideologicznego wymiaru jest zarówno wymowne, jak i pouczające dla lewicy w walce o inny niż kapitalistyczny porządek rzeczy.

Po tym, gdy lewica została dokumentnie rozczłonkowana przez prawicę za pomocą siły perswazji kapitału lub zwyczajnego terroru, rozbitkowie przekształcili się w socjaldemokrację. Współistnienie z reżimem kapitału stało się dewizą polityczną nowego wcielenia lewicy. Współczesnym przykładem ulegania perswazji kapitału jest wschodząca partia Podemos w Hiszpanii. Przykładem ulegania terrorowi kapitału jest partia Syriza w Grecji. Zarówno jedna, jak i druga to lewica, która nie widzi życia po kapitalizmie. I to pomimo że w obu krajach kapitalizm powoduje spustoszenie w społeczeństwie.

Jednakże istnieje lewica rewolucyjna. Przykładem nieulegania ani perswazji, ani terrorowi kapitału jest Zjednoczona Socjalistyczna Partia Wenezueli. Co to oznacza? Ni mniej ni więcej, że tożsamość lewicowa dla członków tej partii  przejawia się w walce o przezwyciężenie kapitalizmu. Zdobyli władzę i przebudują wyniszczone przez kapitalizm wenezuelskie społeczeństwo. Rewolucja demokratyczna celuje w socjalizm.

W Hiszpanii i Grecji lewice socjaldemokratyczne nie walczą z kapitalizmem, lecz o oksymoron „ludzkiego kapitalizmu”. Tu nie odgrywa roli miejsce siedzenia. Walczą o to jedna jako polityczna opozycja, druga jako partia rządząca. Nie walczą o społeczeństwo bezklasowe. Demokracja w ich percepcji politycznej ma swoje granice. Apelują o społeczeństwa “klasy średniej”. Taki apel, pomimo że wszystkie krzywy kapitalizmu i krzyki społeczeństw mówią, iż to science fiction. Burżuazja nie wierzy w łzy. Jej interesy klasowe stoją ponad wszystko. “Klasa średnia”, jej interesowny sojusznik, jest wydeptana za każdym razem, gdy zagrożone są własne interesy. Rzym płaci zdrajcom, lecz nimi pogardza. Hiszpania i Grecja są tego dobitnym przykładem.  Ta grupa społeczna o mniemaniu klasy średniej niemalże zanika upokorzona pod przemocą kryzysu ekonomicznego reżimu kapitału.

Ideologiczna podpora kapitalizmu jaką pozostaje  grupa społeczna zwana klasą średnią nie głosuje nigdzie na projekty postępowe, tym mniej na lewicowe. W Wenezueli, pomimo że jest beneficjentem zakrojonego na szeroką skalę programu nobilitacji społecznej, ekonomicznej i kulturowej ludu realizowanego przez Socjalistyczną Rewolucję Boliwariańską pozostaje jej zagorzałym wrogiem. Takie same okopy po stronie prawicy zajmuje w Argentynie, Ekwadorze, Boliwii, Nikaragui, Brazylii, wszędzie tam, gdzie rządy postępowo-lewicowe  demokratyzują społeczeństwa klasowe. W Hiszpanii i Grecji, pomimo że zostały wyniszczone przez neoliberalne rządy prawicy głosują w większości za takie prawice.

W Polsce rodząca się grupa społeczna z aspiracjami bycia “klasą średnią” głosuje na neoliberalną prawicę, pomimo że to neokonserwatywna przeprowadza bezprecedensowe w III RP prospołeczne reformy. Duch drobnomieszczaństwa tej grupy społecznej wywoła u niej syndrom sztokholmskim wobec państwa, które ją również wyzyskuje. Tzw. “frankowicze” to grupa społeczna o zdolności kredytowej, która pozwala im na zasilanie zysków oligarchii kompleksu bankowo-deweloperskiego i pozostać przez nią dodatkowo okradziona. “Frankowicze” stanowiący dwumilionową grupę społeczną uważającą siebie za “klasę średnią” to elektorat neoliberalnego obozu politycznego. Dla “klasy średniej” równość jako wyznacznik demokracji i sprawiedliwości społecznej nie wchodzi w grę. A wolność to towar w zasięgu własnej kieszeni.

Polska lewica stroni od postępowego radykalizmu jakim jest autentyczna demokracja. To dla niej programowe samobójstwo. Takie politykierskie asekuranctwoDzieje się to, pomimo że społeczeństwo i tak nie “kupuje” ich rozwodnionych postulatów politycznych. Dlaczego takie zachody z rewolucją demokratyczną jeżeli kapitalizm ma ludzką twarz? Trzeba ją tylko przemyć. Patrzcie na kraje skandynawskie albo na Kanadę, Australię czy Szwajcarię.  Padają koronne argumenty ze strony lewicy, jakby te kapitalistyczne państwa hodowały społeczeństwa wolnych sobie równych obywateli i nie stanowiły części łańcucha transnarodowej reprodukcji i akumulacji prywatnego kapitału. To przesada, zdaje się lewicy walczącej w swoich wiecznych bez społecznego poparcia manifestacjach, happeningach i akcjach rozszerzeniowych. Lewiy, która stała się również niepotrzebna do niczego klasie pracowniczej/robotniczej. A mniemana anty kapitalistyczna lewica i różne odłamy anarchizmu pozostają niewzruszone w okopach wyzwolenia negatywnego.

Tymczasem to prawica neokonserwatywna dociera do społeczeństwa i zdobywa władzę w Polsce z najbardziej daleko idącym pro społecznym programem sceny politycznej od 1989 r. To ta prawica myje twarz polskiemu kapitalizmowi. Lewicowa myjnia straciła swojego klienta. A społeczeństwo po zmydleniu systemowi głowy będzie mogło patrzeć na prawdziwą twarz kapitalizmu. Albowiem to “socjaliści konserwatywni”, tj. organiczna część burżuazji, która pragnie zaradzić niedomaganiu społecznemu, aby utrwalić istnienie społeczeństwa burżuazyjnego. UE świadkiem. 

Rewolucja demokratyczna staje się imperatywem. Lewica więc nie ma innej opcji niż programowo celować w socjalizm. To busola. Ustrojowa przemiana nie obejdzie się bez walki o bezklasowe społeczeństwo. Równość jest bezwarunkowym dobrem społecznym. Takie wiarygodne i nieubłagane wyjście naprzeciw żywotnym interesom społeczeństwa. 

(Zdjęcie: Rozwarstwienie dochodowe a zróżnicowanie społeczno-klasowe w Polsce, według źródła dochodów. Źródło: opracowanie własne na podstawie oszacowań danych MF o źródłach dochodów od osób fizycznych)

Advertisements