Oligarchia imperialistyczna trzymająca jeszcze władzę w USA jest zszokowana rozmową Trumpa i Putina (odbywała się 28.01.2017 r.). Wszystko się wali. UE w rozterce. Polska patrzy w górę, gdzie Bóg się podział w tej krytycznej godzinie?

Niepokojąca nagroda nobla niczym ciemna kukułka neocons siała czarny duch ponownej zimnej wojny. Wojny, której eskalacja zamieniła powtórkę z historii w najgroźniejszą farsę dla świata od II W.Ś. Społeczeństwo amerykańskie powiedziało „nie” byłemu Prezydentowi. Nie było zgody na reprodukcję tego kursu przez społecznie wyalienowaną wojennego jastrzębia następczynię, H. Clinton. Tyle pieniędzy na marne. Amerykanie chorują.

Chmury oberwały się nad dzisiaj już Prezydentem D. Trumpem ze strony establishmentu władającego USA. Jak to możliwe, że ten Prezydent proponuje odejście od doktryny „powstrzymania Rosji”, którą tak pieczołowicie wykreowała imperialistyczna oligarchia. Co pomyślą za ocean nasze wasale, UE na czele z Polską? Jak dalej nakarmić euroatlantycki sojusz NATO jeżeli zrezygnujemy ze stracha na wróble, który udało nam się czynić z Rosji? Gdzie mają się podziać nasze święte wojny, „humanitarne interwencje”. To jedno ma imię: zdrada! Ta „zdrada” przychodzi przede wszystkim Polsce na bezpieczeństwo. Co tam. Rusofobia, amerykańscy marines Obamy i Bóg Polsce pomogą na tym zakręcie historii. Trumpa i tak wywalimy, wystarczy, że chwycimy go „za ja… ksenofobią, seksizmem, mizoginią i rasizmem”. To trochę trudno, bo jednak Amerykanie go wybrali, ale na fali tej strategii mediów korporacyjnych to nam się uda. W końcu Hillary została wybrana przez głosy „popularne”. Dobre sobie, nieważne politycznie głosy przy ordynacji wyborczej elektorskich kolegiów, która na równo obowiązywała dla wszystkich kandydatów. 

Ameryka” przeżywa shock. Źle go znoszą przeciwnicy nowego otwarcia, które społeczeństwu proponuje D. Trump. To jest propozycja dla społeczeństwa. A przestroga dla panującego establishmentu. Propozycja dla społeczeństwa? Na świecie lewica wszelkiego autoramentu przeważnie w Europie baranieje. Chomsky oświadcza, i to poważnie, że z Trumpem światu grozi zagłada. Przyzwyczajona do swoich nie raz oportunistycznych schematów postrzegania rzeczywistości lewica miota się pomiędzy jednoznaczną krytyką wobec Trumpa – wiadomo to bezproblemowy sposób na samookreślenie się przed innością ideologiczną – a myśleniem krytycznym. To drugie potrafi być u lewicy zbyt skomplikowane. Jeżeli cokolwiek inteligentny o Trumpie powiemy to oznaczałoby, że popieramy burżuazję, oligarchię, aha i kapitał! Jeżeli walimy równo to jesteśmy czyści i kochani … przez kogo? W Polsce lewica przenosi swój schemat walki przeciwko neokonserwatywnej prawicy, której społeczeństwo dało absolutne zwycięstwo w wyborach na grunt swojej walki przeciwko Trumpowi.

Patrzcie imigranci i uchodźcy już są zatrzymywani na lotniskach. Granda faszysty. “Dekret Prezydenta powstrzymuje na 120 dni przypływ uchodźców z 7 muzułmańskich krajów” – oświadcza nowy Biały Dom. . Ale to Oni rozpętali wojnę w tych krajach i z tego Ci uchodźcy. Trump z tym nie ma nic wspólnego, to Bush, Obama, Merkel, Hollande & Cia. “Zamknięcie granic pozwoli zdążyć z nową regulacją ruchu imigracyjnego” – oświadcza nowy Biały Dom.

A meksykański mur ksenofoba i deportacja milionów imigrantów? Mur na tej granicy buduje się od kilkunastu lat. Imigracja meksykańska w większości nielegalna jest rezultatem anty meksykańskiej polityki rządów oligarchii i burżuazji tego kraju. To klasa, która doprowadziła Meksyk do autentycznej ruiny. Ruiny kraju z 60% populacji w biedzie i 25% w nędzy. Wykluczenie totalitarne. Stąd masowy exodus Meksykanów do USA. To im, klasie panującej, najbardziej zależy na takiej imigracji, bo zawór bezpieczeństwa dla siebie i to ona najbardziej drży przed widmem muru Trumpa. “Deportacji ulegnie grupa nielegalnych imigrantów, którzy mają historię  przestępczości w kraju. Imigranci będący na uczelniach, stypendiach, studiach master  czy szkołach zawodowych nie będą mieli problemów” – oświadcza nowy Biały Dom.  To Trump zapala czerwone światła w takim Meksyku. “Zarówno dla USA, jak i dla Meksyku zorganizowana emigracja to aktywa. To My musimy rozwijać nasz kraj”oświadcza wpływowy miliarder meksykański, który już działa z rządem Meksyku i z D. Trumpem na rzecz rozwiązania wspólnych problemów (Carlos Slim, obszerny wywiad z 27.02.2017 r.). 

Tymczasem to Obama deportował 2.8 mln imigrantów przeważnie Meksykanów. Nie było z tego powodu marszów tej części amerykańskiego społeczeństwa, która krzyczy, co silę w gardle do Trumpa za ksenofobię. Nie widziałem protestów polskiej lewicy.

Dekret Prezydenta Trumpa zatrzymuje dotacje z pieniędzy publicznych USA dla wszystkich ONG, które je otrzymują i korzystają te fundusze w swojej polityce anty aborcyjnej na świecie. W samych USA to lukratywny biznes. Granda mizogina przeciwko prawu kobiet do swoich ciał (sic.) i przeciw zdrowiu. “Dekret Prezydenta nie obejmuje funduszów przeznaczonych na szeroko zrozumianą opiekę zdrowotną prowadzoną przez te ONG” – oświadcza nowy Biały Dom. Czy aborcja ma być legalna w rozumieniu dobra dla zdrowia to z pewnością motyw do walki społeczeństwa o to prawo. Nie. Trumpa za to wywalimy. Litania nie ma końca. Jesteśmy „przeciw” niemu. Kropka.

Media mainstreamu oligarchicznego przegrały w USA wojnę swojej politycznej kampanii przeciwko Kandydatowi. Przegrywają swoją krucjatę przeciwko Prezydentowi. Ironicznie: wszechmogące korporacyjne tuby przegrywają walkę o umysły z twitterem Prezydenta. I nic nie rozumieją. Mają społeczeństwo za kupę idiotów i uwierzyły w to.

Z Trumpem Konsensus Waszyngtoński i jego zbrodnicze ramię: neoliberalizm, które tak spustoszały społeczeństwa w obu półkulach dobiegły końca. Marszowi USA i UE ku wojnie i ostatecznemu rozwiązaniu kwestii rosyjskiej zdjęto balon tlenu. USA stoją przed zwrotem o 180 stopni wewnętrznej polityki demolowania świata pracy i społeczeństwa przez oligopolistyczną oligarchię, która nic nie ma do oferowania Stanom Zjednoczonym oprócz własnej żądzy.

Pakt polityczny podpisany przez Trumpa dla każdego wyborca to m.in. kreowanie kilkunastu milionów miejsc pracy przy wzroście gospodarczym rzędu 4% przez najbliższe lata, re-urbanizacja i rozwój infrastruktury kraju, zwiększenie bezpieczeństwa obywateli, szczególnie czarnej populacji, doprowadzenie systemu opieki zdrowotnej do należytej jakości i dostępu, radykalna poprawa systemu edukacji. To wszystko zawierał w przemyśleniach książki “Make America Great Again” napisanej w 2015 r. i odnowionej w 2016 r. Nie ma improwizacji. Dobra, obiecanki sasanki. I tak aroganta wywalimy.

Walka o prawa człowieka w duchu Karty Narodów Zjednoczonych przy Prezydenturze D. Trumpa nabiera na pozytywnym znaczeniu. To Karta, którą społeczeństwo – o ile starczy mu wizji i determinacji, by nie dać się interesom oligarchii, burżuazji i mediom im służącym w swojej klasowej walce przeciwko Trumpowi – może postępowo okiełznać nowe otwarcie Prezydenta ku cywilizacji humanizmu. Sama ONZ będzie musiała się zmienić pod rządami Trumpa w USA. W nowej sytuacji od reprezentowanych tam narodów zależeć będzie, jaki kierunek wywalczyć. 

Przy kamerdynerze oligarchii Obamy i klubu tych „demokratów”, jak i przeciwników Trumpa „republikanów” te wszystkie perspektywy były skutecznie wysterylizowane łabędzkim śpiewem. Trump w końcu z pewnością ani socjalistą, ani komunistą być nie może, o tyle jest okaleczony świadomościowo. Postęp jednak ma miejsce, gdy stary porządek rzeczy zostanie zakwestionowany przez lepszą rozwojową wizję rzeczywistości, która bez sprzeczności się nie obędzie. To nie życzeniowe myślenie. To krytyczne myślenie filozofii politycznej materializmu dialektycznego. Tak dopomógł nam Marks. Bóg świadkiem.

Advertisements