To jest kompromitacja, sądzę, dla całej partii demokratycznej, że miliony białych robotników  zdecydowało się głosować na pana Trumpa” … “to sugeruje, że przesłanie Partii Demokratycznej dla klasy pracującej w tym kraju stało się niewiarygodne” – Bernie Sanders.

Nie tylko dla białych pracowników, to skorumpowane przesłanie przestało być wiarygodne również dla Afroamerykanów, dla Latynosów, całej „working poor class” biednej wiecznie pracującej klasy oraz dla środowisk kobiet walczących o równouprawnienie pracy. Przestało być wiarygodne dla pauperyzowanej klasy średniej, symbolu postępu społecznego kapitalizmu. Dla 40 milionowej społeczności żyjącej w absolutnym wykluczeniu społecznoekonomicznym.  Ale nie tylko kompromitacja demokratów, lecz samych republikanów, którzy w postulatach Trumpa o powrocie do gospodarki realnej – produkcji i zatrudnienia, widzieli i widzą zagrożenie dla oligarchii imperialistycznej trzymającej władzę w tym kraju i stanęli przeciwko własnemu kandydatowi.

Pojawiała się niedająca się zaszufladkować alternatywa. “To nie była wyborcza kampania polityczna, to był ruch społeczny” – D. Trump w przemówieniu po wygranej. O tym pisał przed wyborami Paul Graig: “Korporacyjne media nie mówią o tym, co w rzeczywistości się dzieje wokół kandydatury Trumpa”. Dzisiaj zbiera się Amerykańska Rada ds. Mediów, aby analizować, co się stało. Shit masowa propaganda nam nie wyszła. 

O zwrocie ku gospodarce realnej mówi Trump, gdy głosi powrót ustawy Glass Steagall ograniczającej ekonomię kasyna doby neoliberalizmu oraz rewizję traktatów o wolnym handlu, specjalnie NAFTA z Meksykiem, co siało spustoszenie w przemyśle z utratą milionów miejsc pracy.  W czasie gdy 1% oligarchii i burżuazji obscenicznie dalej się wzbogaca kosztem tej większości. Nie przypadkiem odchodzący czarny Prezydent wyjątkowy lokaj imperialistycznej oligarchii usiłuje przyspieszyć w obliczu wygranej D. Trumpa podpisanie umowy o wolnym handlu TPP (Trans-Pacific Partnership).

Tak, jak wówczas, kiedy wszystkie interesy imperialistycznej oligarchii zgrały się, aby przeszkodzić daremnie kandydatowi Trumpowi  w drodze do prezydentury, tak dziś  Prezydent stoi przed wielką wojną, którą toczyć przeciwko niemu będzie układ trzymający władzę – Wall Street, kompleks wojskowo-przemysłowy, wielkie korporacje bankowe i medialne, Pentagon, CIA oraz własne Kongres i Senat.

Trump wychodzi na konserwatywnego pragmatyka z rewolucyjną wizją przemian ekonomicznych i społecznych, którego ograniczona w horyzontach politycznego i intelektualnego myślenia polska lewica niemal w komplecie usiłuje bałamutnie ukrzyżować. Jak zwykle w obliczu niezdolności do poważnej problemowej krytyki światopoglądowa furtka spraw obyczajowych staje się sztandarem tej lewicy. Tymczasem zdaje się, że sami Amerykanie nie stawili tej kwestii w centrum własnych problemów. Nie udało się oligarchicznym mass media przeforsować wizerunek podłego seksisty, mizogina czy  ksenofoba Trumpa. Dla tej polskiej lewicy miały to być argumenty koronne, aby opowiadać się otwarcie lub w ukryciu (ich słowa i deklaracje dały i dają temu wyraz) za H. Clinton pod cynicznym pretekstem przysłowiowego „mniejszego zła”. Pudło.

Słynny „mur” na granicy z Meksykiem przestraszył  oligarchie tego skorumpowanego i mafijnego państwa, które dzięki masowej emigracji w większości nielegalnej do USA ma wentyl bezpieczeństwa dla interesów dominującej burżuazji  w zbankrutowanej dzięki niej Meksyku. To Obama deportował Latynosów w ilości 2.8 mln, a świat kiwał głową pionowym ruchem.

Tak, jak stało się przekleństwem dla zabijaków z establishmentu neokonów anty wojenna podstawa Trumpa i wołanie o współpracę, by sprostać międzynarodowe konflikty bez konfrontacji siłowej, które za sprawą tej imperialistycznej amerykańskiej oligarchii – o czym również mówi Trump – wrą na świecie specjalnie na Bliskim Wschodzie, tak i przekleństwem stało się dla pro natowskiej anty rosyjskiej polskiej klasy politycznej, w tym i tej politycznie poprawnej  lewicy kopernikański zwrot zapowiadany przez Trumpa w polityce zagranicznej, specjalnie w stosunku do Rosji. Strach na wróble może przestać działać.

Poza wszelkimi wątpliwościami wybór Trumpa i jego wizji programowej stawia USA i świat przed nową erą. Czy Trump podoła temu wyzwaniu, który sam stawiał przed Amerykanami i światem? To się okaże. Praktyka pozostaje kryterium prawdy. Oligarchia anglo-amerykańska stoi mu na drodze. Oligarchia UE zwiera szeregi, aby uniemożliwić mu jakiekolwiek kroki w zapowiadanym kierunku reform. Skorumpowany do śpiku kości Jean Claude Juncker przewodniczący anty demokratycznej KE deklaruje, że „Trump jest zagrożeniem dla relacji USA-UE”. Z właściwym sobie tupetem i trudno do pudrowania strachem oświadcza, że „UE będzie musiała nauczyć Trumpa, jak UE funkcjonuje”. Miliony ludzi w UE doskonale wiedzą jak funkcjonuje Korporacyjna UE. Niech Grecy, Hiszpanie czy Portugalczycy coś na ten temat powiedzą.

Cały układ władzy, który stał za H. Clinton przegrał tę partię. Nie mają swojej marionetki w Białym Domu. Jednakże w Stanach Zjednoczonych D. Trump będzie miał pod górę, by zawrzeć sojuszy, które angażowałyby się w przeprowadzeniu reform przedstawionej linii programowej. Pole manewru w kołach politycznych i ekonomicznych jest ograniczone. Wsteczny świat interesów i faktycznej władzy nie jest zainteresowany miliarderem pozostającym poza układem imperialistycznej oligarchii. Ale będzie wycelowany w niego wzrok milionów, którzy powiedzieli anty amerykańskiemu trzymającemu władzę układowi: tym razem, basta!  

Niech Bóg błogosławi Amerykę, bo Amerykanów błogosławi zapowiadana przez D. Trumpa śmierć Waszyngtońskiego Konsensusu.   

Advertisements