Tylko akt emancypacji ludu amerykańskiego mógłby dać zwycięstwo Donaldowi Trump – napisałem w felietonie opublikowanym parę dni temu w moim Blogu i kilku ważniejszych portalach lewicowych Iberoameryki.

Po ośmiu latach rządów pierwszego czarnego w urzędzie Prezydenta USA z nadania oligarchii władającej krajem i państwem, większość ludu amerykańskiego stanowczo woła swoimi głosami o realną zmianę swojego losu.

Przed chwilą nowy Prezydent USA przemówił do narodu i świata. Podkreślił linię programową swojej prezydentury. Ta linia programowa została spójnie przedstawiona w przemówieniu do wyborców w stanie Północnej Karoliny (Charlotte, 27.10.2016r.)

Donald Trump od samego początku kampanii pre-kandydatów stał się wrogiem numer jeden oligarchii amerykańskiej trzymającej niepodzielnie władzę w Stanach Zjednoczonych. Paul Craig scharakteryzował dość trafnie tę oligarchię, jej kluczowe elementy w niedawno opublikowanym artykule. Zwolennicy partii wojny po obu stronach, imperatorzy finansjeryzacji ekonomii na czele z FED i Wall Street, właściciele zbrodniczego imperium zbrojeniowego, wielcy monopoliści (10 korporacji ma swoje ręce całą amerykańska gospodarkę), polityczno-intelektualny establishment, korporacje medialne i cała stajnia świata celebrytów kształtująca wyalienowane zachowanie milionów amerykanów.  W zasadzie dotyka rdzeń kompleksu wojskowo-przemysłowego, a teraz również finansowego, który D. Eisenhower zdefiniował jako największe zagrożenie dla USA.   D. Trump do tego  establishmentu nie należał. Jego kapitalistyczna kariera „selfmade”  milionera nie dążyła do wejścia do oligarchicznej imperialistycznej elity USA.

Jeżeli tego się nie zna, ani nie zrozumie nie można właściwie ocenić dlaczego cały oligarchiczny establishment łącznie z tymi należącymi do samej Partii Republikańskiej  pracowało, aby go defenestrować jako kandydata na urząd Prezydenta USA. Raz wytrącony przez kręgi tej oligarchii kandydaturę Berniego Sandersa – człowieka o przekonaniach i programie o liberalnym zabarwieniu socjalistycznym –  najbardziej przy pomocy samej Partii Demokratycznej celem był niedopuszczenie D. Trumpa do tego urzędu. Wybranka przez imperialistyczną oligarchię była H. Clinton. Jedną z najbardziej mrocznych postaci polityki USA, całkowicie podporządkowanej interesom trzymającego faktyczną władzę układu.  Nie przypadkiem stali murem za nią Obama, Clinton, Podesta i szereg skorumpowanych moralnie, politycznie i ekonomicznie „liderów” dekadentnego imperializmu.

Linia programowa D. Trumpa krystalizowała w przeciągu długiej kampanii prezydenckiej. W polityce wewnętrznej elementem szczytowym, za którym się opowiadał w kluczowym przemówieniu w Północnej Karolinie był powrót do ustawy Glass Steagall, którą dla oligarchii finansowej zniósł liberał B. Clinton dając tym samym początek wzmożonej neoliberalnej finansjeryzacji gospodarki amerykańskiej i światowej. Łączenie funkcji kredytowej i inwestycyjnej (spekulacyjnej) banków komercyjnych – które uniemożliwiała Glass Steagall Act  – leży u podstaw wybuchu trwającego do dzisiaj kryzysu w 2007r. To kryzys, który pociągał i ciągnie za sobą do degradacyjnego wykluczenia miliony ludzi w USA i Europie. Zapowiedź D. Trumpa spowodowała panikę na rynkach finansowych, które dzisiaj przed faktem jego ostatecznej wygrany odnotują w swoich spekulacyjnych notowaniach wolny spadek.

Polityka wewnętrzna w linii programowej D. Trumpa zrywa z neoliberalnym kursem gospodarki USA. Jesteśmy świadkami wyroku śmierci dla Waszyngtońskiego Konsensusu.  Pierwszą ofiarą tego destrukcyjnego kierunku gospodarek na świecie był i jest lud amerykański. Większość narodu. Demolująca krytyka Trumpa wobec traktatów wolnego handlu w postaci NAFTA zawartego przez korporacyjną oligarchię amerykańską z Meksykiem stanowi tego dobitnym dowodem. Dewastacja całych amerykańskich sektorów przemysłowych dzięki neoliberalnej dystopii Waszyngtońskiego Konsensu autorstwa ultra-liberała B. Hayeka i jego stowarzyszenia Monte Peregrino – a zainstalowanej przez R. Reagana i M. Thatcher – siała spustoszenie w świecie pracy. Z drugiej strony NAFTA doprowadził do faktycznego bankructwa gospodarki Meksyku z opłakaną konsekwencją dla mas pracowników i robotników w tym kraju.  To widmo obecnych traktatów TTIP i chętnie podpisanego przez oligarchie UE, CETA.

Wizja gospodarcza Trumpa dla USA to powrót do zasad gospodarki realnej – produkcji i zatrudnienia. Odbudowa całej infrastruktury publicznej kraju – systemu dróg i kanalizacji, szpitali, szkół , etc – to ogromne wyzwanie, bez którego spełnienia USA pogrążą się coraz bardziej w bankructwie ekonomicznym i społecznym. Tej wizji przyświeca idea kreowania miejsc pracy w kraju, w którym bezrobocie otwarte i ukryte oraz  upodlenie jakości pracy przeraża. Należy się spodziewać odwrotu od polityki „poluzowania ilościowego” FED podtrzymującego skorumpowane imperia finansowe i zwrócenie się do aktywacji gospodarki produktywnej.

Taka polityka wewnętrzna nie może odnieść sukcesu bez nowego wyartykułowania USA w gospodarce światowej. Na pierwszy plan wysuwa się perspektywa dołączenia USA do nowego paradygmatu międzynarodowych stosunków gospodarczych. Tutaj nabiera znaczenia gotowość Trumpa do współpracy w mega-projekcie Eurazji rozwijanym przez Rosję i Chiny.  W tym momencie Polska, jak wielokrotnie analizowałem, zostanie na lodzie, na bardzo ruchomych piaskach. Zwróciłem uwagę w poprzednich analizach na to, iż ta idea gotowała się od dość dawna w postulatach polityka i naukowcy demokrata znienawidzonego przez własną partię Lyndon laRouche. Tak samo jak wizja odzyskania filozofii Hamiltona w postawieniu z powrotem na nogi gospodarki kraju.

Nowa polityka wewnętrzna można się spodziewać będzie reaktywować kondycję społeczną ludu amerykańskiego, w tym proletariatu. Odwrót od anty społecznej polityki prowadzonej do tej pory łącznie z B. Obama ze swoją maskaradą „obamacare”, wzbogacającą w rzeczywistości coraz bardziej korporacje ubezpieczeniowe sektora. Opowiadanie się za szerokim dostępem młodzieży bez dyskryminacji rasowej, ani etnicznej do edukacji również wyższej to bezprecedensowy postulat u Prezydenta USA. Zapowiedź Trumpa doprowadzenia do pełnego uczestniczenia mniejszości afroamerykańskiej jest postulatem o dużym znaczeniu politycznym. Wyzdrowienie relacji organów policji z tymi społecznościami  ma odwrócić ogromną niesprawiedliwość społeczną. Nie przypadkiem  ważny wyborczo rzecz biorą stan Północnej Karoliny dała D. Trump swój głos, którym czarni tradycyjnie obdarzyli demokratów.  Ale dali D. Trump swój głos – jak przewidział przeciwnik Trumpa M. Moore – stany robotnicze USA, w tym własny stan dokumentalisty Michigan. Floryda mniemany bastion demokratów z powodu ważnego głosu wspólnot latynoamerykańskich nie dała się omamić przez wszechpotężną propagandę o nienawiści Trumpa dla mniejszości i oddała mu swój głos.

Słynny „mur” dla emigrantów w myśli Trumpa dotyczy nielegalnej migracji. Wbrew pozorom nie ma w tym ksenofobii. Iluzja narodowych neofaszystowskich ruchów w Europie, iż w tym będą miały u Trumpa swojego  “sojusznika” jest interesownym złudzeniem. Sama UE  w wielkiej hipokryzji łącznie z Polską (rzekomy milion przyjętych Ukraińców to zapłata za wspieraniem przez Polskę zamachu stanu i wojny domowej przeprowadzonych przez oligarchie tego kraju przy asyście USA) podnosi swoje mury wobec emigrantów i uchodźców przez te oligarchie swoimi wojnami produkowanych. O tym mówi Trump. Należy się spodziewać, iż reforma migracyjna znajdzie swoje miejsce w programie Trumpa. Społeczności mniejszości powinny się włączyć do cywilizowania tej sytuacji.  Odnowienie gospodarki USA nie obejdzie się bez udziału emigrantów. To oligarchiczno-mafijne państwo Meksyk musi się zreformować i wyprowadzić kraj ze stanu bankructwa i wkluczyć swoje społeczeństwo w przebudowie gospodarki i kondycji społecznej.

Zwrot o dużym znaczeniu dla pokoju i stabilizacji stosunków międzynarodowych stanowi przyjęcie do wiadomości potrzeby USA dopasowania się do rodzącego się nowego ładu światowego. Współpraca z tymi wszystkimi państwami, które będą jej chcieli bez mediacji sił, przewrotów legalnych rządów, ani inwazji suwerennych państw. Tutaj łamie się łańcuch, który określa imperialistyczny charakter USA. Trump w zasadzie mówi o znalezieniu innej drogi akumulacji kapitału, która będzie miała na względzie rozwój przemysłowy i technologiczny USA. Analiza zmarłego wybitnego socjologa i ekonomisty G. Arrighi urzeczywistnia się: „USA są potęgą schyłkową, problem polega na tym czy będą w stanie racjonalnie zarządzać upadkiem”.  

W duchu wizji ułożenia stosunków międzynarodowych zapowiedź podgrzewania polityki konfrontacji z wschodzącymi potęgami specyficznie z Rosją i Chinami stanowi kopernikański zwrot w imperialistycznym charakterze USA. Według Trumpa Stany Zjednoczone mają się skupić w odbudowie potęgi gospodarczej kraju jako podstawy do znalezienia nowego miejsca na zmieniającym się już wielobiegunowym świecie. Nie oznacza to dla nowego Prezydenta USA, iż mają One zrezygnować ze statusu potęgi militarnej, ale z pewnością koszty tego zamiaru będą musiały się dopasować do priorytetów gospodarczych i realiów międzynarodowych.

Trzymając się tej całej linii myślenia Trump nie uległ wielkiej presji oligarchii kompleksu wojskowo-przemysłowego i finansowego, aby demonizować Rosję i Putina. To państwo, z którym konstruktywna współpraca oddala świat od niebezpieczeństwa definitywnego runięcia po równej pochyły. Masowa reakcyjna propaganda wszystkich mainstreamowych medialnych korporacji kapitału, łącznie z polskojęzycznymi mediami,  pozostaje odzwierciedleniem upadku kulturowych fundamentów cywilizacji pieniądza i wojen, którą kultywuje Zachód. Wojenna anty rosyjskość Polski, jej prawicowych rządów będzie musiała znaleźć inne preteksty, aby utrzymywać na uwięzi polskie społeczeństwo. Filozofia agresji i imperialistycznej ekspansji NATO szczególnie na Wschód zgodnie z doktryną neocons z Pentagonu  „powstrzymania zarówno Rosji, jak i Chin” staje pod znakiem zapytania.

Wybór D. Trumpa na urząd Prezydenta USA otwiera nową erę dla tego kraju i jego społeczeństwa. Otwiera nowe perspektywy dla pokoju, politycznego regulowania konfliktów i filozofii międzynarodowych stosunków ekonomicznych, które z racji pragmatyzmu rozwojowego odrzucają relacje  gospodarcze o sumie zerowej. To wizja przedstawiona przez W. Putina na ostatniej światowej Konferencji Klubu Valdai. „Rosja jest gotowa do wznowienia stosunków ze Stanami Zjednoczonymi” – to pierwsza deklaracja W. Putina tuż przed wynikami wyborów, po zapoznaniu się z deklaracjami w tym samym duchu se strony wówczas jeszcze kandydata na Prezydenta USA.

Tak, jak określiłem w swoim przedwyborczym artykule wybór D. Trumpa na Prezydenta to zwiastun nadania sobie przez Stany Zjednoczone początku XXI w.  ……………………………………

(Photo: shot screen – od Donald Trump MASSIVE Rally in Raleigh, North Carolina)

Advertisements