Pierwsze zbliżenie do odpowiedzi na ten transcendentny problem dla alternatywy wobec kapitalistycznej demokracji liberalnej należy upatrywać w przekonaniu lewicy o wyjątkowej roli wodza w doprowadzeniu mas do stawianego przed sobą celu.

Takie przekonanie ideologów polskiej lewicy widzi w negacji demokracji źródło swojej władzy. Władzy personalnej nad ruchem społecznym i politycznym. Odzwierciedla się to w charakterze wszystkich polskich partii głoszących tożsamość lub orientację lewicową. Partia wodzowska zapewnia władzę dowodzącej jednostce. Władzę autorytarną. Baza partyjna niczym stado owiec ma się podporządkować wodzowi i stać się podporą jego mniemanej światłości w dążeniu do władzy politycznej w państwie.

Takie prawidło rządzące polskimi partiami przenika całe spectrum polityczne po rzekomej lewej stronie. Od komunistów po socjalistów aż do tzw. społecznej lewicy. Demokracja nie może rządzić organizmem partyjnym.

Kiedy angażowałem się w budowie projektu partii lewicowej o nowej jakości politycznej, który  odrzuciłby to prawidło panujące – jak się przekonujemy – w mentalności kręgów politycznych od lewa do prawa, panika ogarnęła wszystkich mniemanych wodzów na polskiej lewicy stawiających na nową partię. Siedziałem przez dwa miesiące razem z garstką podobnie myślących kolegów i koleżanek nad opracowaniem statutu do tego projektu. Wprowadziliśmy nowy paradygmat organizacji partyjnej. Demokracja miała rządzić jakością uczestniczenia. Zbudowaniu tej jakości miało służyć tworzenie oddolnych komórek zdolnych do rządzenia partią i jej programem. Upodmiotowienie bazy członkowskiej leżało w naszej filozofii politycznej partii nowego typu w Polsce, i niewątpliwej w skali europejskiej. W trakcie naszej pracy nad koncepcją statutową projekt był konsultowany z bazą, z różnymi komórkami, które tworzyły się w kraju w sposób dynamiczny chyba po raz pierwszy w historii tworzenia partii politycznych w Polsce. Nowi ludzie na lewicy, nowe idee i szeroka debata nadały ton inicjatywie politycznej. Grunt pod taką demokratyczną sui generis  partią lewicową stał się żyzny.

Statut tego politycznego projektu  wprowadził rewolucyjną koncepcję kierowania i uczestniczenia w partii. Koncepcję, która miała leżeć u podstaw wizji demokratycznej przemiany i rządzenia państwem. Idea przewodnia tej wizji została przez nas określona postulatem: „walka o władzę, aby tę władzę oddać w ręce społeczeństwa”. Przyświecał nam cel upodmiotowienia społeczeństwa w uczestniczeniu i zmianie społecznie i ekonomicznie zwyrodniałego ustroju politycznego Polski.

Idea demokracji miała się stać kamieniem węgielnym programu politycznego projektu partii o nowej jakości. Demokracja od podstaw. W samej koncepcji organizacji i działania partii, a w konsekwencji w samym programie politycznym partii. Z taką wizją i takim projektem politycznym mieliśmy wyjść do społeczeństwa. Nauczanie polityczne Marksa mogło się urzeczywistniać: „budujcie z ludźmi demokrację, a ludzie sami dojdą do socjalizmu”. Antynomia “demokracja albo kapitalizm” pozostaje w mocy a to jednak przestroga dla polskiej lewicy. Prawica wie, jak z tym poradzić.

Projekt partii został uśmiercony przez mniemanego wodza lewicowego, z którym  nieuświadomieni ludzie wiązali nadzieje na konstruktywne przywództwo. Kongres założycielski RSS pozostaje dobitnym przykładem korupcji i upadku idei wolności i demokratycznej równości lewicowej myśli politycznej w Polsce. Nie ma w Polsce ani tradycji, ani predyspozycji demokratycznej, które tworzyłyby szkoły liderów politycznych. Duch stalinowskiego wodzostwa rządzi ludźmi lewicy w Polsce. Z analitycznej perspektywy  marginalizacji powstałej na miejscu naszego projektu tradycyjnej wodzowskiej partii można powiedzieć, że Polska zyskała. Nietrudno się domyśleć do czego doprowadziłoby przypadek dostania się do władzy w imieniu lewicy takiego ugrupowania, które z demokracją genetycznie nie po drodze.

Potrącenie przez wsteczne siły na lewicy demokratycznego projektu partii i politycznego programu, który na tej podstawie miał powstać owocowało pustką polityczną w ważnej koniunkturze niemalże historycznej w kraju. Niestety powstała partia młodych mniemanych socjaldemokratów (Razem), która jaśnie stawiała na kapitalizm w imię lewicy. Liberalna demokracja, burżuazyjne państwo prawa oraz instytucje prywatnej własności kapitału i wolnorynkowego ustroju gospodarczego miały pozostać filarami programu tej lewicy. Establishment burżuazyjne i mainstream medialny wspierały zwarcie obiecujący substytut lewicowy w walce ze starą  kapitalistyczną lewicą zgrupowaną w partii SLD.  Dzisiaj oba nurty rzekomo lewicowe leżą na marginesie politycznym. Społeczeństwo tak, jak wczoraj wyrzuciło jednych z parlamentu i nie dopuściło drugich do niego, dzisiaj nie daje im wiary. Nie stanowią wiarygodnej alternatywy ani wobec prawicowych rządów liberałów PO/PSL, ani  wobec prawicowych konserwatystów PiS. A obecnie postęp społeczny nabiera cząstkowego kształtu za sprawą tych drugich.  Ta lewica dostała więc strzał w potylicę polityczną.

Polska lewica pozostaje zakładnikiem idei władzy w samym sobie i dla siebie. Nostalgia o dyktaturze proletariatu przeplatana z ideami piętnującymi demokrację jako rzekomą instytucję burżuazyjną pogrąża myślenie i praktykę lewicy w czarnej dziurze historii.

Druga odsłona odpowiedzi na stawiane pytanie wyjawia głębokie obciążenie ideologią burżuazyjną w polskiej lewicy. Nadanie właściwej treści społecznej, ekonomicznej i politycznej idei demokracji nie wchodzi w grę dla lewicy w Polsce i Europie. Demokracja liberalna będąca politycznym i instytucjonalnym filarem władzy kapitału ma dalej rządzić wyobraźnią i zachowaniami większości społeczeństwa. Jest to wielki triumf ideologiczny sił prawicowych. Jedyne siły polityczne, które wiedzą o co im chodzi i zwarcie realizują cele konsolidacji władzy kapitału. Władzy prywatnego kapitału nad państwem, gospodarką i społeczeństwem. Władzy liberalnej demokracji nad umysłami.

Filozofia życia według rynkowych reguł nie jest przypadkowym wierzeniem kapitalistycznym. Zachwianie się rynku to zachwianie się wiary ludzi w siebie i, co gorsza, w system, który jest źródłem bogactwa i władzy dla kapitalistów, a który w  swojej przygniatającej ekspansji przekracza granice geograficzne centrów „systemu-świata” (jak określa je Immanuel Wallerstein). Klasyczny układ ekonomicznego podporządkowania „centrum-peryferie” budowany w relacji kolonialnej Północ-Południe (R. Prebisch)  ludzie kapitału – raz obumarłe wyzwanie tzw. „realnego socjalizmu” po runięciu muru berlińskiego – przenieśli teraz do relacji Północ-Północ. UE, która miała być nowym oświeceniem cywilizacyjnym, czołga się w kryzysach, z których bogaci wychodzą jeszcze bogatsi, a biedni jeszcze biedniejsi, przy czym krąg tych drugich się rozszerza zarówno w krajach centralnych, jak i na peryferiach. Mimo to wiara w kapitalizm zwycięża nad rozumem. Tak skutecznie wydrążyła umysły indoktrynacja ideologów systemu oraz dyscyplina wymuszona przez konkurencyjną walkę ludzi o „dobrze” płatną pracę w warunkach jej systemowego niedoboru. Propagandowy aparat mediów systemu utwierdza jednostkę w liberalnej tożsamości kulturowej z władzą kapitału niczym syndrom sztokholmski.

Wydawałoby się, że młodzi ludzie są stworzeni do przyswajania credo poznawczego A. Einsteina,  wątp we wszystko, zdobądź wiedzę, rozwiń krytyczne myślenie. „Wyobraźnia i intuicja pobudzają krytyczne myślenie o danym problemie w sposób, w który zdobywanie wiedzy o nim nie ulega wyższym racjom” .

Tymczasem młode umysły żyją w nieuświadomionym przekonaniu, które żywili już pionierzy ekonomii, jakimi byli fizjokraci, że kapitalizm to „naturalny porządek rzeczy”, taki, w którym wolno być posiadaczem i wolno być poddanym. To niemalże religijne wierzenie rządzi do dzisiaj kulturą życia rozumianego według hegemonii kapitału leżącego u podstaw liberalnej demokracji.  

Wystarczyło dorobić do zniewalających stosunków prywatnej własności kapitału ideologię liberalizmu o wolności gospodarczej i wolności jednostki, aby bezwzględnie podporządkować kapitałowi pracę tworzącą tenże kapitał. Miliony robotników i pracowników na przestrzeni wieków zepchnięto pod przymusem pracy najemnej do roli współczesnych niewolników w wierze, iż to droga do bogactwa bez wiedzy, że to liberalna droga do poddaństwa. Przejście do statusu siły najemnej było wprawdzie krokiem ku postępowi w porównaniu z haniebnym dla pracującego i ekonomicznie niewydolnym z perspektywy rodzącej się burżuazji feudalizmem. Jednakże droga do wolności i bogactwa niczym wiecznie oddalający się horyzont morski wydłuża się beznadziejnie w procesie nieprzezwyciężalnych antagonizmów ekonomicznych i społecznych nowego kapitalistycznego sposobu produkcji i podziału[i]. 

Takiemu porządkowi rzeczy poddaje się lewica, gdy nie widzi w demokracji źródła wolności i równości społecznej.  Mówimy o paradygmacie demokracji, który stawia na uspołecznienie kapitału poprzez demokratyzację społecznych stosunków produkcji jako źródło budowania społeczeństwa wolnych sobie równych ludzi. Charakter sposobu produkcji i wynikających zeń stosunków społecznoekonomicznych decyduje o fundamencie demokracji i ustroju politycznym państwa. Mówimy więc o socjalistycznym paradygmacie uczestniczenia, który katalizuje przejście od kapitalistycznych stosunków własności i produkcji do demokratycznych stosunków własności i produkcji. Od liberalnego państwa kapitału do demokratycznego państwa społecznego.

Zwycięski udział w zmianie wstecznego biegu historii w Polsce przypadnie takiemu projektowi politycznemu, który w socjalistycznym paradygmacie demokracji będącym przezwyciężeniem ustroju demokracji liberalnej dostrzeże drogę do upodmiotowienia mas pracujących i całego społeczeństwa. Upodmiotowienia  w tworzeniu niekapitalistycznego ustroju gospodarczego i tym samym nieklasowego społeczeństwa.  Demokracji stanie się nie tylko ideowo, lecz i społecznie zadość. Tym samym wrota do zrównoważonego rozwoju eko-gospodarczego, dobrobytu społecznego i powszechnego dobrostanu bytowego społeczeństwa zostaną szeroko otwarte.  

[i] Roberto Cobas Avivar. W italice cytat z pracy Studium o BDP w części wprowadzającej „Wyzwolenie umysłu”. Warszawa 2016 r.

Advertisements