Wszystko wskazuje na to, że będzie to najlepszy wybór Amerykanów.

Jedyną pozytywną postępową alternatywą dla rządów Republikanów D. Trumpa jest opcja demokratów B. Sandersa. Wygrała jednak prawo do walki o prezydenturę reprezentant plutokracji kompleksu wojskowo-przemysłowego i finansowego, H. Clinton. Wygrała dzięki największemu oszustwie wyborczemu w historii anty demokracji amerykańskiej. Konwencja Decyzyjna Partii zwalcza wszystkimi możliwymi metodami własnego kandydata B. Sandersa dlatego, że jego opcja miała wszystkie atuty w percepcji wyborców, by wygrać nominację na przeprowadzanie demokratycznej rewolucji politycznej. Podstawa B. Sandersa z poparciem kandydatury reakcyjnej H. Clinton odpowiada logice „lojalności” dla partii, z której ramienia kandydat ubiegał się o mandat na bycie kandydatem do wyborów prezydenckich. Sprzyjać w jakikolwiek sposób wygranej republikanów w osobie D. Trumpa nie było opcją.

Dzisiaj wiemy, że politycznym błędem B. Sandersa było utrzymać się aż do końca w szeregach partii demokratycznej. Wystawić swoją osobę jako niezależnego kandydata było najbardziej adekwatnym ruchem politycznym. Tak się nie stało, bowiem odzew w społeczeństwie wobec jego programu politycznego przyszedł dopiero w trakcie kampanii. B. Sanders nie spodziewał się, że jego lojalność do tej partii będzie potraktowana przez partię jako monetę wymienną. Jednakże Partia Demokratyczna pozostaje zobligowana spełnić postulaty społeczne przedstawione przez B. Sandersa w swoim programie politycznym, a to się liczy dla milionów wykluczonych Amerykanów.

Ruch polityczny B. Sandersa jednak nie zniknie. Jest to niewątpliwy najważniejszy sygnał dojrzewania w USA nurtów postępowych, które coraz bardziej kojarzą zmianę w duchu idei socjalistycznych. Wyobrażacie sobie Socjalistyczne Stany Zjednoczone Ameryki? Wszystko przed nimi.

Trump reprezentuje drugą stronę tej samej monety , co H. Clinton. Wygrał nominację wbrew kopułom republikanów, a to wprowadza czynnik zmiany w tradycyjnej polityce plutokracji amerykańskiej. Jest kandydatem nieprzewidywalnym dla ośrodków władzy. Niezależnym finansowo, co czyni bardziej podmiotową jego przynależność do kół ekonomiczno-politycznych trzymających tę władzę.

Trump stoi przed wyzwaniem spełnić wizję USA, którą sam nakreślił w swojej kampanii przedwyborczej. „Stawić na rozwój nowej industrializacji kraju” – wysunął ideę. „Ponad 4 bilionów dolarów wpakowanych w wojnach w Iraku, Afganistanie, etc to pieniądze, które powinny być inwestowane w gospodarce krajowej” – stwierdził. Masa prekariatu ´robotniczych´stanów będących w kryzysie – analizuje M. Moore – przywita z nadzieją te zapowiedź. „USA powinny zakończyć grę w nowej ziemnej wojnie” – wskazał,. „USA powinny opuścić organizację NATO” – deklaruje Trump, „Stosunki z Rosją powinny ulec zmianie. Rosję należy potraktować jako partnera strategicznego” – podkreśla. Za to establishment korporacyjno-medialny dorabia mu już etykietę terroru „agenta wpływu Putina”, jak krytycznie analizuje politolog Stephen F. Cohen. Te wszystkie deklaracje określają wyłom w obecnym kierunku samo destrukcji USA. Te postulaty zaznaczają milową różnicę w przedstawieniu z dyskursem i zamierzeniami neocons H. Clinton.

Trump nie ma możliwości spełnić agresywne postulaty pod adresem imigrantów. Polityka imigracyjna zapewne ulegnie zmianie pod rządami D. Trumpa, który nie może się pozbyć wpływu elektoratu ksenofobicznego i rasistowskiego. Pole manewru jednak, aby zamienić kraj w teren bitwy na tym tle jest ograniczone i nie opłacalne.

USA  są na skraju dezyntegracji. B. Sanders i D. Trump dwie zasadniczo różne opcje polityczne, ale nowe wizje kierunku koniecznych wewnętrznych zmian społecznoekonomicznych i w polityce międzynarodowej świadczą o narastającej świadomości społecznej o sytuacji rozkładu kraju i państwa.

 

Advertisements