Anty demokracja – część czwarta.

Polska rzeczywistość polityczna zamyka się w błędnym kole anty demokracji. Polityka wewnętrzna dzierżawiących władzę prawicowych partii (PO i PiS) usiłuje łudzić społeczeństwo, że kapitał pracuje dla niego. Neoliberalizm jednej i neokonserwatyzm społecznoekonomiczny drugiej partii nie widzą w ustroju własności prywatnej kapitału negacji istoty demokracji. To święta granica wszelkiej zmiany. Antynomia „demokracja albo kapitalizm” nie dociera do zniewolonych umysłów. Jak to możliwe, gdyż cywilizacja zachodnia zbudowała się na bazie kapitalizmu? Z lewej strony panuje to samo mistyczne wierzenie.

Antynomia „socjalizm albo barbarzyństwo” nie trafia do umysłu u lewicy jako wyzwolenie demokracji spod dominacji kapitału. Natura kapitału i wewnętrzna logika jego reprodukcji w warunkach ustroju własności prywatnej to nieosiągalne apogeum rozumu. Nic bardziej prostszego. „Niech ludzie mają demokrację i sami dojdą do socjalizmu” – przekonuje w tym czasie niestrudzenie Marks.

Demokracja to nie oderwane od stosunków społeczno-ekonomicznych normatywne prawa polityczne. Demokracja to historyczna kontestacja przez społeczeństwa stosunków podległości w państwie. Demokracja w państwie kapitalistycznym to polityczna instytucjonalizacja relacji podporządkowania świata pracy, większości społeczeństwa mniejszości, która weszła w posiadaniu kapitału.  Równościowe uczestniczenie polityczne staje się fikcją bez urzeczywistnienia prawa emancypacji człowieka od konieczności sprzedania się jako siły roboczej, aby zapewnić sobie materialną reprodukcję swojego kulturowego bytu. Tu tkwi głębia społeczno-humanistyczna filozofii politycznej demokracji.

Przeniesienie merkantylistycznej relacji kupna-sprzedaży na społeczne stosunki produkcji unowocześniło historyczną istotę poddaństwa. Ideologia liberalizmu politycznego od której nie uciekają nurty konserwatywne, przekonuje do idei demokracji tkwiącej w kontrakcie kupna-sprzedaży siły roboczej.  Utowarowienie człowieka pracy nie gra roli. Kontrakt, którego warunki stawia posiadacz kapitału ma być dobrowolny. Pracownik jako żywy towar na rynku pracy ma świadomość swojej podległości.  Nowo narodzony polski kapitalizm pozostaje dobitnym tego przykładu. Poddaństwo większości będącej najemną siłą roboczą wobec  mniejszości będącej w posiadaniu kapitału to podstawa, na której budowała się kapitalistyczna cywilizacja.Jednakże neokonserwatywna partia PiS różni się od neoliberalnej PO tym, że poczucie swoistego nacjonalizmu nie pozwala im przystać na brutalny uwłaczający gwałt ekonomiczny i społeczny Polski przez centra Zachodu. Aktualny program gospodarczy i społeczny PiS pokrzyżuje plany PO doprowadzenia do nieodwracalnej całkowitej kolonizacji Polski przez USA i władców UE. Dla PO i jej konkurencyjnych satelitów spełnienie tego zamysłu to warunek własnego uwłaszczenia się ekonomicznego i sensu istnienia, jako bytu politycznego. Barierą jednak nie do przezwyciężenia dla narodowego programu społecznoekonomicznego rozwoju uruchomionego przez PiS pozostaje sam ustrój kapitału.  Rewolucja przemysłowa bez rewolucji demokratycznej to potęgowanie władzy kapitału nad światem ludzi pracy. Dziewiętnastowieczna rewolucja przemysłowa coś wymownego o tym nam mówi. Od tamtej pory istota akumulacji się nie zmieniła. Koncentracja dochodów z kapitału i bogactwa mniejszości kosztem spadku płac większości jest warunkiem sine qua non społecznoekonomicznych stosunków na świecie. Z rąk prawicy, jednej i drugiej, zatem autentycznej dobrej zmiany ustrojowej nie sposób się spodziewać. To pole dla alternatywy ustrojowej, którą tylko lewica przeniknięta ideą demokracji może przedstawić i przekonać do wyzwolenia pozytywnego poddanej władzy kapitału większości.

Nie ma innej drogi ku »wyższej«, »pozytywnej« wolności – w odróżnieniu od wolności »negatywnej«, »burżuazyjnej« – aniżeli likwidacja tej ostatniej[i]prawidłowo zaznacza L. Kołakowski myśl polityczną Marksa o wizji alternatywy ustrojowej. Wbrew przekonaniu krytyka marksizmu w tej wizji nie zachodzi związku z rzekomą koniecznością jedności indywiduów i społeczeństwem, z „całością”, lecz  materialistyczna dialektyka w  przezwyciężeniu uwarunkowań anty demokracji tkwiącej w burżuazyjnej wolności.

Tymczasem siły polityczne bezideowej lewicy, wiemy, się nie liczą obecnie w Polsce. Ci z SLD pozbawieni jakichkolwiek moralnych skrupułów przepoczwarzali się w liberalnych kapitalistów i za parę monet zdradzili żydowskiego posłańca Boga. Wiedzieli jak się uwłaszczać ekonomicznie i politycznie pod alibi idei skorumpowanej euro-socjaldemokracji. Dzisiaj dołączają do PO w barwach przebierańców spod KODu rodem ze świata da Vinciego. Czynią tak po tym, kiedy chodzący z ogonem pod nogami lud wygonił ich z Parlamentu. Pałeczkę bierze młoda wyobcowana grupa o nazwie RAZEM, która Bóg raczy wiedzieć czemu, powołana została do życia jako „wspólnota” wierząca w społeczeństwo klasowe. Wyznają burżuazyjną religię „klasy średniej”, czyli kuźni reakcyjnej podklasy na całym świecie, w Polsce również żyjącej w nadziei przedostania się do klasy wyżej może nawet burżuazyjnej, ale, jak ukarany Syzyf, w panice spadania niżej do podklasy beznadziejnie eksploatowanych. Typowy syndrom z narodzin oligarchicznej Rzeczypospolitej, kiedy: „wzrost pozycji szlachty połączony był ze spadkiem znaczenia stanu mieszczańskiego”. Chłopcy i dziewczyny razem przeklinają więc socjalizm czyli istotę tożsamości autentycznej lewicowej socjaldemokracji i liczą na kapitalizm z ludzką twarzą.  Zmęczenia materiału, którego doznaje twarz bezkrytycznie ulubionej Skandynawii nie widzą, bo ślepota ideologiczna to sztandar własnej propagandy na życie w kapitalizmie.

Główne siły polityczne, na które zdane jest polskie społeczeństwo mają bronić „polskiego” kapitalizmu tak, jak naziści bronili bezużytecznej wówczas fortecy Monte Casino, gdzie do ostatniej kropli krwi niepotrzebnie poległo z niepolskiego rozkazu ogromna ilość Polaków. W tym się nie różnią i nie przebiorą w środkach, by w razie potrzeby tak ostatecznie było.  Albowiem demokracja, jako władza ludu, nie kapitału i jednym i drugim nie po drodze. Bóg zdaje doskonale sobie sprawę, że to trudna do zrozumienia materia dla zniewolonych umysłów. W telewizji politycy i redaktorzy inaczej mówią, a gazety i czasopisma wszystkich kolorów powtarzają, że to Polska pokonała wiecznie żywą „komunę” i uratowała świat przed prawdziwą zarazą. Oto stan nieważkości politycznej. Wykreowanie krzywego zwierciadła rzeczywistości, na którym jedzie władza i przemoc nadwiślańskiego ustroju kapitalistycznego.

To Polska po 27 latach kary boskiej pozbawienia wolności. Prawie totalne spustoszenie umysłowe po to, aby lud po myśli modlitwy wszystkich ludzi kapitału szukał zwabienia w królestwie nie z tego świata.

(Cd. „Zegar bije” – epilog)

Zdjęcie: Murale Banksy’ego

[i]  Za Markiem Kornatem w eseju ”Marksizm a totalitaryzm. Wokół stanowiska Andrzeja Walickiego”. Przegląd Filozoficzny – Nowa Seria R. 20: 2011, Nr 1 (77), ISSN 1230–1493

Advertisements